unhooklife at ownlog '06

3, 2, 1 start


Link 09.09.2007 :: 13:19 Komentuj (2)
nowy blog.
nowe miasto.
nowi znajomi.
nowe życie.
nowa ja.

nowe buty.
=)

wakacje


Link 09.09.2007 :: 19:57 Komentuj (0)


akademik.


Link 09.09.2007 :: 20:00 Komentuj (6)
Czyzby było nas tu juz tak duzo.
Polski problem narodowy.



Bo ogolnie w akademiku jest nas duzo.
=)




Link 10.09.2007 :: 10:22 Komentuj (3)
Mieszkam na stadionie,
dobrze ze nie dziesieciolecia.


Stare miasto.
"Budujemy dla Kolonii"


Dworzec.


Tatusiuuuuuuuuuuu!


Lampa.


Tu chcę zamieszkać.


Kawał z wszech stron na temat.


Link 10.09.2007 :: 18:44 Komentuj (0)
Rok 2012.
Armia odrodzonego imperium rosyjskiego podbiła już prawie całą Europę.
Ostatnie niedobitki NATO rozpaczliwie bronią się na Skale Gibraltarskiej.
Generalissimus Putin podchodzi do ogromnej mapy kontynentu i z dumą spogląda na swoje zdobycze.
- Wszystko moje! - mruczy z zadowoleniem.
Nagle jego uwagę przykuwa niewielka żółta plamka w Przywiślaskim Kraju. Zadowolenie generalissimusa w mgnieniu oka zmienia się we wściekłość.
- Co to jest! - cedzi ze złości poczerwieniały Putin.
Cały sztab generalny zamarł strwożony w bezruchu. Nikt nie ośmielił się przerwać tej złowieszczej ciszy.
- Co to q....wa jest! - wrzasnąl Putin.
Na te słowa wystapił głównodowodzący marszałek i bijąc wiernopoddacze pokłony z duszą na ramieniu odpowiedział:
- Wybaczcie wasza dostojność, to ci Wietnamczycy ciągle nie dają się przepędzić z warszawskiego Stadionu...


katedra


Link 10.09.2007 :: 22:22 Komentuj (0)
Fragmentarycznie.
Jak bede bogata kupie szerszy kąt do aparatu.
Lampa jest na mojej liscie top ten so far.



stadtbahn


Link 10.09.2007 :: 22:25 Komentuj (1)
Bilbordy w stadtbanie.
Cudne.





Moje miasto.


Link 12.09.2007 :: 08:45 Komentuj (0)
Nie wiem jak to sie dzieje, ale prawie codziennie rano jest mgła. Co prawda rzadko zdarza mi sie wstać na tyle wcześnie zeby zaobserwowac to zjawisko, ale dziś się udało. =)
Z kubkiem porannej kawy podziwiam.



Pogoda jest nadzwyczaj zmienna. Do zestawu oklularów przeciwsłonecznych które nosze w torebce, musze dokupić mały składany parasol.

Poza tym musze dokupić:
1.deskę do krojenia
2.nowa zasłonkę do prysznica
3.czarne pastę do butów
4.sól kuchenną
(5.składaną parasolkę)

A w ogóle to sobie nie zdawałam sprawy z ilu smiesznych "zyciowo niezbednych" przyrzadów człowiek korzysta na codzień. Np tarka. Koniec świata!


Link 12.09.2007 :: 09:06 Komentuj (5)
Z błahostek zycia codziennego.



Nic wam niełączy tych fotek?
Sprbujcie pochodzic w jakichkolwiek obcasach po bruku.
Powodzenia.
A tu całe "stare miasto" takie.
I kto by sie spodziewał?
=)

BILANS


Link 18.09.2007 :: 22:15 Komentuj (3)
1.Mam deske do krojenia
2.Takze paste do butów w kolorze czarnym i dwie szczotki do pastowania.
3.Nadal nie mam parasola.
4.Padał dzis grad. (G-R-A-D)
5.Jestem podziębiona.
6.Nie zrozumiałam dziś połowy zajęć z kursu językowego (od poczatku twierdziłam ze jestem w nie tej co trzeba grupie)
7.Nie zaczełam prawa handlowego.
8.Ale przeczytałam na gronie, ze 36 osób oblało, wiec chyba zaczne sie uczyc od jutra.
9.Nadal mam zapchany zlew.
10.Jedna Japonka w metrze powiedziała mi, że mam ładna broszkę.

11.No dobra, i nowa koszulka.
=)

Wypad.


Link 20.09.2007 :: 10:43 Komentuj (6)
Czuje sie absolutnie uspawiedliwiona za wczorajsze wieczorne nieróbstwo. Otworzyłam nawet ksiazke, ale nie bylo pradu, wiec o 20 przestałam juz widziec cokolwiek. Z plotek windowych wynikało ze nie ma co liczyc na właczenie prądu do 23, wyciagnełam wiec ekipe chinsko-polsko-węgierską na jakis mały podboj miasta. Erazmusy miały gdzies kurs salsy wiec ostatecznie wylądowalismy w podłym salas klubie. Ok, liveband dawał rade i nic ponad to. Poza tym sie okazało, że bez kursu salsa wcale nie jest taka prosta, wiec chyba tez sie musze zapisac =)
Rozmowy sie toczyły po angielsku, wiec walory edukacyjne tez zostały ominięte szerokim łukiem =)

Wieczor na plus.

Poza tym jem wlasnie jajecznice z zabranych Chince jajek, przez brak prądu popłynela nam lodówka, nie ma ciepłej wody trzeci dzien (co juz naprawde mnie wkurza) a zlew jest nadal zapchany.

Życ nie umierac!

Moje Chinki i Węgierka


W drodze do


przypadkowa pobudka


Link 22.09.2007 :: 13:50 Komentuj (5)
Tuz przed siódma, miałam jakies dziwne sny, pewnie "gorączkowo-chorobowe".
Całe szczescie ze sie obudziłam.
po pierwsze, bo sie skonczyły
po drugie, bo za oknem było to:



=)


Link 24.09.2007 :: 22:03 Komentuj (5)
Tak wyglądam jak ktos mowi do mnie po niemiecku.
K.o.n.i.e.c. ś.w.i.a.t.a



Powaznie mowie!!!


Link 24.09.2007 :: 22:08 Komentuj (0)
Z powodu koniecznosci zameldowania sie na prawniczy tydzien orientacyjny, musialam spedzic dwieokienkowe godziny na trawie. Czytałam KSH, przyrzekam! Pogoda była cudna, pieknie i slonecznie, co oczywiscie nie przeszkodziło deszczowi padac juz trzy godziny pozniej. Padać, co ja mowie, lać!



placki ziemniaczane, kartoffelpuffer czy "ma lin su" jak kto woli


Link 24.09.2007 :: 22:20 Komentuj (11)
(Post z dedykacja dla mojego ukochanego Braciszka, Młody twoja siostra sie uczy gotowac!!!)

Highlihtem dzisiejszego dnia była kolacja, postanowiłysmy z Kasia usmazyc placki. Bardzo skomplikowany przpis (ziemniak, jajko i mąka) konsultowałysmy w internecie a takze z moja mama!!! (PRZEPIS) Obrałysmy ziemniaki, starłysmy na tarce, wypultałysmy z jakiem i maka, 1/4 łyzki soli, moja Chinka robiła wszystkiemu zdjecia, takze pojdzie on line w chinskim internecie na bank! Nawet udało nam sie usmarzyc nie spaliwszy ich, potem doszła druga Chinka z Niemka i zaczęło byc wesoło, bo przyniosły ryz i jakis azjatycki sos z miesem. Wiec zrobiły sie z tego placki prawie po wegiersku. Oczywiscie jadłysmy pałeczkami.

Potem okazało sie placki ziemniaczane czyli kartoffelpuffer po chinsku w wolnym tłumaczeniu to pomes z dzwoniącego konia. Myslałam ze umre! Oczywiscie dziewczyny zaklinały sie ze na Tajwanie nie robi sie placków z koni, ale osobiscie nie jestem do tego stuprocentowo przekonana.



Pada.


Link 27.09.2007 :: 22:55 Komentuj (1)
Caly dzień dziś lało, wiec poszukałam sobie jakis cieplejszych klimatów.

W pracy?



Wyjebka. Nobody's perfect.





true. podszperane.


Link 28.09.2007 :: 20:11 Komentuj (2)
Artykuł w jednej z francuskich gazet... "Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?"

We. Weekend.


Link 30.09.2007 :: 15:18 Komentuj (9)


Załóż bloga

Archiwum

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl

Gulda
Natka
Gabi
Janek
LeBloc
Agii
Ruda